„Felix culpa”, czyli szczęśliwa wina. Pojęcie wymyślone przez św. Augustyna, określające grzech pierworodny jako „dobre zło” dzięki któremu mogło dojść do zbawienia.

Inne ciekawe, „dobre przewinienie” odbywa się jakoby w tle śmierci Jezusa. Legionista rzymski pełniący służbę przy ukrzyżowaniu ma rozkaz połamać mu nogi, by zwiększyć jego cierpienie w ostatnich chwilach życia. Ten, zapewne z lenistwa, nie wykonuje tego rozkazu i dobija Jezusa włócznią, skracając jego mękę.

Longinus, bo pod takim imieniem jest on znany, często nazywany jest pierwszym świętym. Jego historia pokazuje, że to co pozornie może być działaniem przeciw kościołowi, może wyjść mu na zdrowie.

W Biblii, jeszcze lepiej pasuje do tego sytuacja gdy Jezus niszczy stragany kupców w świątyni. Popełnia przestępstwo, ale robi to dla dobra wspólnoty.

 

Kościół od lat mówi o potrzebie odnowy, o zmianach, ale nic nie zmienia. Niestety nie można na niego liczyć, tak jak nie można liczyć na wiernych w kwestii sklepików z pamiątkami i dewocjonaliami w kościołach.

Felix culpa – tego potrzeba kościołowi. Swoistego zewnętrznego aktu agresji, który zburzy zgnuśniałą świątynie, na gruzach której powstanie nowy Dom Boży.

 

Ostatnio dużo mówi się o likwidacji funduszu kościelnego. Od lat lewicowcy nawołują do zerwania więzów pomiędzy kościołem a państwem. Ludzie religijni i kler uznają to za atak na religię. Moim zdaniem te dwie grupy, przeciwnicy i zwolennicy, całkiem źle na to patrzą. Kościół wcale nie zyskuje na kontaktach z państwem. Będąc postrzeganym jako religia państwowa pozwala narzucić sobie pewne normy dobra i zła. Dostosowuje się kosztem odchodzenia od Boga. Tak zaakceptowano homoseksualizm, wojnę, rozwiązłość seksualną, rozwody i wiele innych. Kościół się laicyzuje dla większego dostępu do wiernych. Fundusz kościelny to Mamon zniewalający kler i niszczący religię.

 

Całkowite oddzielenie kościoła od państwa byłoby przewinieniem niosącym dobre skutki. Kościół nie dostając pieniędzy od państwa zostałby zmuszony do reform. Miałby powód do wprowadzenia podatku kościelnego dla wiernych. W tych czasach to pieniądze rządzą światem. Uderzając w kieszenie wiernych można by sprawdzić komu zależy, a komu nie. Mówiąc okrutniej słowami Księdza Robaka „przed ucztą potrzeba dom oczyścić śmieci”.

 

Jezus nie chodził od domu do domu i nie sprzedawał swoich nauk mówiąc; „Dogadajmy się. A gdybyś nie musiał się modlić, poszedłbyś za mną? Gdybym uznał, że Twoje czyny nie są grzechem, poszedłbyś za mną?” Nie! Jezus mówił „zostaw wszystko i chodź za mną”, idziesz to super, nie idziesz to Twoja strata. W kwestii wiary nie ma targów.

 

Kościół potrzebuje odnowy, powrotu do bycia sektą, do komuny. Małych, zwartych i zżytych społeczności. Opiekuńczych, skorych do pomocy i do zbesztania tego kto zacznie schodzić z drogi prawości. Społeczności które staną się wzorem dla innych, miłością zachęcając do wzrostu i odnowy duchowej. Wtedy, wielu tych którzy obecnie od kościoła się odwracają, zechcą ponownie do niego powrócić. Tym, kilku ludzi, dwa tysiące lat temu budowało wspólnotę.

 

Wiara to nie dodatek do życia, ograniczający się do cotygodniowej mszy, kilku świąt i kolędy.

Katolik to ten kto żyje naukami Jezusa i podąża w stronę Boga. To nie ktoś kto żyje według 9 twierdzeń satanizmu i raz w tygodniu pozwala sobie na łyk sentymentalnego tradycjonalizmu wynikającego z wychowania lub presji społecznej.

Kościół więcej traci niż zyskuje na takich ludziach. Tracą ci wartościowi, których ten motłoch udający że chce wypełniać wolę bożą, kusząc i deprawując, ściąga w dół.

Likwidacja funduszu kościelnego może zatem być tą szczęśliwą winą i zrobić dla kościoła więcej dobrego niż złego. Może przebić go włócznią i pozwolić mu zmartwychwstać, zamiast patrzeć jak umiera w mękach przez kolejne dziesiątki lat. Im szybciej się to stanie, tym lepiej.